”Spotkałam Jeremiego Ironsa!!!!”

''Spotkałam Jeremiego Ironsa!!!!''

‘’Welcome to Thailand!’’ Krzyczy do mnie chwiejący się na nogach Taj po czym traci równowagę i zderza ze słupem. Cokolwiek tu pija na święto Buddy musi być mocne albo facet przesadził. Dziś rano znów wyruszam do zaprzyjaźnionego baru po kleik, mając słowo właściciela, że moja poranna ‘’papka’’ na pewno będzie. I słowa dotrzymał- machają mi z daleka i wskazują parujący gar. Jestem przeszczęśliwa więc wiosłuję energicznie i nawet nie przeszkadza mi mecz piłki nożnej w telewizorze nad głową.

W hostelu zatrzymała się na jedną noc przesympatyczna parka po 60-tce, Catherine i Wolfgang. Ona rodem z Kalifornii, on Niemiec. Niesamowici ludzie więc szybko łapiemy świetny kontakt, wymieniamy lakierem do paznokci (proszę nie mieszać w to Wolfganga!), a na koniec strzelamy fotkę w metrze.

Na pomysł wspólnego zdjęcia wpadłam ja, po tym jak zasugerowałam im, że Wolfgang jest podobny do Jeremiego Ironsa. Obydwoje oczywiście nie kojarzyli tego wyśmienitego aktora więc Cat od razu sprawdza w internecie i znajduje takie zdjęcie, że wszyscy jesteśmy w szoku. Kubek w kubek Jeremy…tzn. Wolfgang. Wiec żegnając się w metrze mówię, że fajnie byłoby mieć wspólne zdjęcie co bym mogła wmawiać znajomym, ze spotkałam Ironsa w Bangkoku. Chętnie się zgadzają więc zaczynam grzebać w przepastnej torbie i jak zwykle nie mogę wyczuć telefonu. Jednak mówię swoje magiczne słowo na ‘’f’’ i telefon od razu się znajduje. Ta ‘’sztuczka’’ zawsze się sprawdza. W ostatniej chwili wyskakuję z pociągu, prawie mnie drzwi przytrzasnęły.

Tyle się ostatnio dzieje, że nie nadążam ze spisywaniem wrażeń nawet jakbym miała płacone dolara za każdy wyraz. Na przykład moment temu siedzę z laptopem na kolanach mając tyle rzeczy do zrobienia, dwoje się i troje, gdy nagle coś czarnego spada obok mnie i gdy tylko dotykam to ‘’coś’’ rozmazuje się na prześcieradle. Zamiast długo zastanawiać się skąd się to wzięło powoli podnoszę głowę do góry i w tym samym momencie pryskam z pokoju.

Niby człowiek nastawia się tu na najgorsze: węża pod łóżkiem czy tarantule na twarzy po przebudzeniu. Ale jak naprawdę zobaczy jakiegoś owada czy gada to koniec świata.
Pech chciał, że Evan czyli chłopak prowadzący hostel właśnie gdzieś wyszedł więc musiałam czekać na niego na dole dobre 20 minut. Jeszcze dobrze nie uspokoiły mi się nerwy gdy obok mojej stopy przemknęła jaszczurka (ok, do nich już przywykłam), ale jak to mówią ‘’nieszczęścia chodzą parami’’ więc zaraz za nią drepcze obrzydliwy tłusty karaluch. Co za ironia losu!

Bo gdy w końcu Evan wrócił okazało się, że ten ‘’potworny owad wielkości dłoni’’ (tak opisałam to co zobaczyłam na ścianie w pokoju) to też karaluch, który w dodatku ‘’narobił’’ na moje prześcieradło! I gdyby nie cholerne banany które trzymałam w pokoju to nigdy by tu nie przylazł. Wywaliłam banany na półkę w korytarzu. A karaluchem na dole zajął się chłopak, który tez się tu zatrzymał (tak, potwierdzam: zmiażdżył butem) i obawiam się , że ten mój ‘’wybawca’’ to sąsiad zza ściany któremu ostatnio nie dałam pospać w ramach zemsty…

Chyba trochę zaczyna mi się przejadać ryż wiec po drodze do mojego baru ‘’mlecznego’’ , gdzie chodzę po codzienny przydział ryżu , zaczynam rozważać inne opcje. I nawet się dziś zawróciłam po coś co wyglądało interesująco ale pytam babki, czy jest z mięsem. Ona nic nie rozumie, ale ktoś w przelocie tłumaczy i babka zapewnia, że żadnego mięsa ‘’niet’’, więc biorę.

Ale zaraz po odejściu studiuje zawartość plastikowej torebki i to co wzięłam z początku za tofu wygląda bardzie jak tani pasztet z królika, więc zawracam i pytam babkę czy to mięso, a ona mnie ofukała: ‘’nie mięso! Kurczak!’’ Asertywnie wciskam jej worek z powrotem i odbieram kasę. Znów kończy się na misce zupy ryżowej w tym samym barze.

Machają mi już z daleka zresztą – nie ma odwrotu. Jak co dzień spotykam stalą ekipę bywalców, w tym mojego adoratora, który ma około 80 lat, sięga mi do ramienia, lubi sobie dać w gaz, jest przygłuchy i ma lekkiego zeza. Straszny flirciarz. Gdy wychodzę upewnia się, że jutro się spotkamy i chyba chciał wyciągnąć mój numer telefonu. Czas zmienić lokal.

Reklamy

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: