”Protest” wg Tajów

Obrazek

 

Po czterech ledwo przespanych ostatnio nocach padłam wczoraj jak komar zaraz po ‘’wieczorynce’. Zdążyłam wypić zaledwie pół małego piwa po czym usnęłam na 13 godzin z butelka w ręce. Genialnym pomysłem było kupno pokrojonych owoców wczoraj wieczorem i upchniecie ich w lodówce Evana (bez pytania o zgodę oczywiście), dzięki czemu śniadanie miałam dziś pod ręką a nie kilometr od hotelu. Zostałam co prawda przyłapana na gorącym uczynku dziś rano rządząc się w kuchni, ale Evan  był widocznie tak zdumiony moja bezczelnością, że nie zdołał wyksztusić ani jednego słowa.

Od kilku dni próbuję kupić nowe sandały ale zaczynam powoli wierzyć, ze numery butów kończą się tu na rozmiarze 38…Wrodzony upór nie pozwala mi się jednak poddać więc wczoraj po raz kolejny wyruszyłam w kierunku upatrzonego wcześniej bazaru. Widząc gigantyczny korek porzuciłam czekanie na autobus i polegając na własnej intuicji i orientacji w terenie (‘’co takiego..!?’’), postanowiłam przejść dwa przystanki piechotą. Oczywiście zbłądziłam i zamiast na bazarze wylądowałam na proteście, który od miesięcy toczy się w Bangkoku.

O tym, że to protest a nie festyn na Dzień Strażaka dowiedziałam się potem od starych hippisów. Idąc w kierunku bazaru usłyszałam muzykę dudniącą po drugiej stronie drogi szybkiego ruchu oraz poczułam darmowe jedzenie. Więc ignorując grożący palec policjanta, przeskoczyłam przez balustradę i znalazłam się w centrum jakiegoś festynu rodzinnego, który w miarę posuwania się naprzód przypominał bardziej Woodstock w trzecim dniu. Brakowało tylko taplania w błocie. Ochrona miała na twarzy ten nieznikający uśmiech, który tylko dobre zioło potrafi wywołać. Wszyscy, łącznie ze strażnikami bujali się w rytm muzyki, nawet kucharki serwujące darmowe posiłki. Chwilowo odpuściłam sobie stanie w gigantycznej kolejce po noodle by sprawdzić co się dzieje pod sceną. Mimo, że nie zauważyłam żadnego obcokrajowca to moja obecność nie wywołała żadnego zainteresowania. Każdy był w swoim świecie.

Choć bawiłam się super i dostałam darmową wodę to muszę podzielić się pewną refleksją: protest zgromadził przede wszystkim patologię i nierobów, którzy koczują tam na koszt państwa od miesięcy i zdążyli z pewnością zapomnieć o celu protestu. Perspektywa darmowego jedzenia i picia, spotkania ze znajomymi, codziennych koncertów oraz masaży z olejkiem bezkonkurencyjnie wygrała z pomysłem chodzenia do pracy i jest też świetną wymówką by jej nie szukać. Najciekawsze jest to, że nie minęłam w tłumie kogoś z inteligentnym czy choć normalnym wyrazem twarzy a za to samych popaprańców. Nic dziwnego, że protest ma charakter pokojowy skoro wszyscy są upaleni lub tak napici, że nie mogą stać o własnych nogach, a zainteresowanie tym co dzieje się na scenie jest większe od zainteresowania losami kraju.

ObrazekObrazek

Ps. Sandałów oczywiście nie kupiłam.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: