Podróż i pierwszy dzień w Malezji

Podróż i pierwszy dzień w Malezji

Po raz kolejny sprawdziło się moje ‘’porzekadło’’, że to przed czym uciekamy dopadnie nas prędzej czy później. Na wybór towarzystwa w przedziale nie miałam wpływu, a tak się stało, że trafiła mi się tajsko-chińska rodzinka, na którą składali się dziadkowie z wnuczkiem. Chłopak miał około 13 lat i musiał być ich oczkiem głowie bo cokolwiek nie zrobił to oni pękali z dumy. Nawet jak niezdarnie rozdziabdział dżem na toście czy rozlał cole. Pół drogi głowiłam się nad zagadką powiązań genetycznych, bo smarkacz wyglądał ewidentnie jak Chińczyk za to dziadkowie, a przynajmniej babcia to Tajka pełną gębą. Nie ma też mowy o adopcji bo dzieciak to kubek w kubek wykapany dziadek. Ale to tak na marginesie.

Więc po czym poznałam chińską krew? Po tym, że nie oglądając się na nikogo katowali nas -a przynajmniej mnie- piosenkami z zamierzchłej epoki (czasy młodości dziadka jak się domyślam), przy czym najgorsze w tym było to, że dziadek wtórował fałszywie i zagłuszał oryginalnego wykonawcę. Babcia bez opamiętania dłubała w nosie co odebrało mi apetyt na cokolwiek. Miałam ją prosić by podała mi menu pociągowe, które leżało na jej stoliku, ale po tym jak wszystkie palce miała zajęte odpuściłam sobie. Potem zaczęło się mlaskanie i inne odgłosy świadczące o tym jak bardzo smakował im obiad serwowany w pociągu. Na szczęście zaraz po obiedzie rozłożono nam łóżka i od tej pory przeszkadzało mi już tylko chrapanie dziadka (a może babci?).

Tego samego wieczoru idąc korytarzem zostałam zaczepiona przez dwie przesympatyczne rodowite Tajki, które zaprosiły mnie do ‘’siebie’’ na sofkę sprawiając, że czułam się prawie jak u Oprah Winfrey. I pomyśleć, że za jakieś 20 dni nikt nie poprosi mnie już o wspólne zdjęcie ani nie zaprosi na wystawny obiad tylko dlatego, że jestem z Zachodu. Trudno będzie wrócić do szarej rzeczywistości przeciętnego człowieka gdy było się ‘’celebrytą’’ przez osiem miesięcy. Rano wszystko wróciło do ‘’normy’’ w moim przedziale: dziadek bezlitośnie i jeszcze głośniej zawodził, a babcię totalnie pochłonęło dłubanie w nosie. Tym razem siedziała naprzeciw mnie w bliskiej odległości i naprawdę doprowadzało mnie to do szału. I gdy tak na nią klęłam, ona okazała mi serce i brudna łapką wręczyła paczkę mini-wafelków z kremem kakaowym oraz kilka psujących się mandarynek, myśląc zapewne, że nie mam nic do jedzenia. Ze względu na barierę językową oraz MOJE dobre wychowanie nie wspomniałam jej, że od wczoraj nie mam apetytu przez JEJ brak dobrego wychowania.

Przeprawa na granicy Tajlandii i Malezji była nie tylko szybka ale i bez korupcji. Powiało nudą… Ale gdy po odprawie wróciłam z powrotem na peron czekała mnie ‘’niespodzianka’’: nigdzie nie było mojego wagonu, w którym zostawiłam wodę i przekąski. Razem z innym podróżującym staliśmy chwile z głupim wyrazem twarzy po czym zaczęliśmy bezsensowne gdybanie, co stało się z naszym pociągiem? Do lokomotywy doczepione były tylko 2 wagony i pociąg szykował się do odjazdu. Wskoczyliśmy do tego co było, godząc się z faktem, że przez następne 3 godziny możemy pomarzyć o kropli wody. Na swoje nieszczęście Jeff właśnie schrupał całe opakowanie słonych Pringles i umierał z pragnienia.

W Malezji przywitały mnie ciężkie chmury wiszące w oddali nad George Town, oraz brak powietrza – do czego zdążyłam już przywyknąć. Tego popołudnia gdy relaksowałam się na tarasie ‘wodnego domku’ mojego gospodarza, lunął taki deszcz jakiego chyba w życiu nie widziałam. To co się działo na zewnątrz zapowiadało Arkę Noego 2. Od tej pory padało codziennie.

Pierwszą noc spędziłam więc w hotelu, w którym nie tylko czułam się jak w tanim hinduskim motelu, ale też z którego kazano mi się zaraz na wejściu wynosić. Tak się złożyło, że nie miałam wystarczającej sumy na opłacenie pokoju i znajomy zaoferował, że wyłoży za mnie pieniądze. Podrzucił mnie do hotelu swej ‘’przyjaciółki’’ (która pomimo ‘’przyjaźni’’ nie spuściła ceny za tą norę), po czym odfrunął na swoim motorku zapominając o uiszczeniu opłaty.

Nie zdążyłam dobrze torby postawić na ziemi gdy recepcjonista zaczął mi się dobijać do pokoju wrzeszcząc ‘’siostro! Pieniądze!’’. Nie zagłębiając się w kwestię ewentualnego pokrewieństwa próbowałam mu grzecznie wytłumaczyć, że zapłacę rano i że nie mam przy sobie gotówki. Wtedy odbiło mu już zupełnie i kazał mi się wynosić na ulicę. Miałam dużo szczęścia, że facet wyglądał jak wygłodzony wróbel bo w przeciwnym razie wyleciałabym z hukiem, zwłaszcza po tym jak spytałam go czy ewentualnie mogę jeszcze wziąć prysznic. Przez ten incydent dowiedziałam się czegoś o Malezji: tu w biznesie nie ma przyjaźni.

Naprzeciwko mego hotelu kręcono tego wieczoru jakiś Bollywoodzki film, więc przystanęłam na chwilę by popatrzeć na to niecodzienne zjawisko. Ale ponieważ byłam tam jedyną białą kobietą, w dodatku letnim podkoszulku i krótkich szortach to po chwili wszystkie czarne ślepia były utkwione we mnie. Tym razem jednak było w nich coś wrogiego i ‘’zdegustowanego’’, więc obawiając się o ewentualne ukamieniowanie wróciłam do swojego ponurego pokoju, tylko po to by odkryć, że żadna z moich wtyczek nie pasuje do ich kontaktów. Oprócz tego, gdy w porze lunchu poszłam do poleconej mi kafejki by skorzystać z internetu, zaserwowano mi jedną z najobrzydliwszych kaw jakie kiedykolwiek piłam.

Po jednym tylko dniu miałam dość Malezji i zatęskniłam za słoneczna Tajlandią. Nawet za Evanem, który- choć ukradł moje banany- to jednak pozwala mieszkać za darmo i płacić ‘’przy okazji’’. Oprócz tego od prawie miesiąca przechowuje moje torby nie chcąc za to ani grosza i wita czymś w rodzaju ‘’uśmiechu na twarzy’’ za każdym razem gdy wracam z powrotem z moich kilkudniowych wypadów poza Bangkok.

Reklamy

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: