Papaya salad

Papaya salad

Po rozmowie ze znajomym w Malezji daje się namówić na kolejny spontaniczny wypad i po drodze do Bangkoku zatrzymuję się na trochę w Hatyai na południu Tajlandii. Głównie dlatego, że pogoda i okoliczności w Malezji nie dopisały i nigdy nie zanurzyłam się w tamtejszych wodach choć tym razem targałam dwa komplety bikini i duże opakowanie kremu do opalania. Poza tym dostaję namiary do jego przyjaciółki Puk, która gości mnie za darmo i przedstawia swoim siostrom: Pak, Pui i Pam. Już po przyjeździe okazuje się, że wszystko jest zaplanowane, siostry są szalone, plus ciężko mi zrozumieć ich angielski więc godzę się na wszystko. Jeszcze nie wiem co mnie czeka. Tego dnia poznaje też całą wieś pod Hatyai gdzie pojechałyśmy tylko ‘’na kawę’’ do siostry Puk, a przez resztę popołudnia uczę się też ich imion i próbuje zapamiętać która jest która. W ramach rozrywki Puk wysyła mnie w pole bym sprawdziła czy ananasy dojrzały, po czym idziemy szukać dojrzałych mango, ale wracamy z pustymi rękoma. Nie mogąc zapamiętać imion sióstr ”P” trzymam się założenia, ze najważniejsze to pamiętać, która to Puk.

Nadszedł też w końcu ten dzień a raczej wieczór, że trzeba było zachować się odpowiedzialnie i sprawdzić stan konta w bankomacie, tym bardziej, że czekają mnie nowe wydatki i to w tysiącach. Kwota, która pojawiła się na ekranie wprawiła mnie w takie osłupienie, że musiałam przysiąść na ławce obok i odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Gdybym nie zapodziała danych logowania do konta internetowego nie byłoby może żadnych niejasności, ale w bankomacie to zupełnie inna historia! Pokazała się kilkucyfrowa suma przedzielona przecinkami, których nawet internetowy przelicznik walut nie potrafił rozszyfrować. Jedyne co przychodziło mi do głowy to albo jestem ‘’milionerką’’ albo bankrutem, którego już tylko stać na 2 drożdżówki i kawę w cukierni dla klasy średniej.

Pech chciał, że Puk uparła się bym koniecznie spróbowała słynnej tajskiej sałatki z papai tego dnia. Koniecznie w restauracji. I jeśli myślicie, że skończyło się na talerzu sałatki to jesteście w błędzie (ja też byłam naiwna!). Dlatego tego wieczoru przyjęłam opcję pierwszą czyli, że stać mnie nawet na kupno restauracji. Pojechałyśmy tam w szóstkę i mimo, że krótko wcześniej zapchałyśmy się ‘’majonezową’’ pizza Puk, frytkami i innym fast foodem dziewczyny zamówiły tyle jedzenia, że miałam ochotę zamordować kelnera, który co chwilę coś nowego przynosił. Jedzenie było super ale znów poczułam się jak w Chinach gdzie wszystkiego było zawsze za dużo na stole. Jednak w przeciwieństwie do Chin nic tu nie ociekało tłuszczem, za to dostarczało nowych wrażeń smakowych. Wszystkiego oczywiście ‘’musiałam’’ spróbować i każda z sióstr nakładała mi na talerz używając łyżki, którą jadła (i zapewne też oblizała).

Potem przyszedł rachunek i jestem bardziej niż pewna, że podczas mej 2 miesięcznej tułaczki po Azji nie wydalam tyle na jedzenie w barach. Przynajmniej licząc Tajlandie. Mimo to i mimo protestów dorzucam się Puk w połowie do rachunku, uśmiechając się przy tym jak Paris Hilton płacąca za kolejna torebkę Prady. Po powrocie do domu dalej próbuje rozszyfrować zagadkę miesiąca ale nic się nie klei wiec przyklejam głowę do poduszki i próbuje spać mimo nocnego trajkotania Puk i Pak, które doprowadzało mnie do szału i utrudniało zaśnięcie.

Mimo, że istnieje ryzyko, iż jestem kompletnie spłukana, następnego dnia daje się prowadzić do najdroższej kawiarni w miasteczku i jedyna pociechą jest fakt, że dostaje herbatę gratis. Pocieszam się też faktem, że powietrze jest za darmo, a przez to, ze trzymam się sióstr ‘’P’’ noclegi i jedzenie też mnie nie kosztują. Oczywiście taka długo jak długo będę jadła fast-food w barze Puk. W kawiarni wpadam na pomysł by poprosić o męską pomoc i dzielę się swoim dylematem ze znajomym, który na pewno ma lepszy przelicznik w głowie i który jest obeznany z tajska walutą. Oprócz tego chowam dumę do kieszeni i po raz pierwszy od wielu lat proszę rodziców o pożyczkę, choć wiem, że czeka mnie ciężka przeprawa, nie tylko za to, że możliwe ‘’przehulałam’’ skromne oszczędności na podróż życia, ale też za to, że smsa wysłałam tacie w środku nocy. Nie wiem co gorsze. Teraz pozostaje tylko czekać i modlić się do Buddy o złoty deszcz.

Reklamy

Obrazek

2 Komentarze (+add yours?)

  1. Małgosia
    Kwi 06, 2014 @ 07:06:12

    Nie no Zuzik rasowa kobieta z Ciebie, bo co robi kobieta jak nie ma pieniędzy- idzie na zakupy! Oj też tak kiedyś miałam, może nie na aż taką skalę, ale wiem jaką to radość sprawia, zobaczysz jak się tak bardzo nie myśli, żeby mieć pieniądze to one jakoś skądś się pojawią. A tymczasem carpe diem niczym Paris 🙂

    Odpowiedz

  2. zuzabar
    Kwi 06, 2014 @ 08:32:28

    Będzie dobrze! Bilet do Dubaju i Polski już zabukowany- to najważniejsze. Noclegi do końca podróży darmowe lub pól-darmowe. Jem z ulicy. Masz rację -nie myśleć! Raz na wozie raz pod. A wspomnienia bezcenne. I odnalazłam swe miejsce w życiu!

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: