Jedziemy pociągiem trzeciej klasy do Hua Hin

Jedziemy pociągiem trzeciej klasy do Hua Hin

Było to jakiś czas temu. Po zrobieniu śledztwa w internecie decyduję się na ta opcję nie ze względu na niską cenę (bo za tortury się nie płaci), ale z ciekawości. Chyba trochę się zdziwiłam, że nie wpakowali nas do wagonu ze zwierzętami, ale pociąg obowiązkowo spóźnił się pół godziny. Dworzec w Bangkoku znów pozwolił mi się cofnąć w czasie, tym razem aż do połowy XIX wieku.
IMG_20140321_091742

Busem dojechałabym w dwie lub dwie i pół godziny, ale jazda pociągiem przypominała kilkugodzinny poród. Klimatyzację miały zapewniać wiatraki wbite w sufit oraz okna bez szyb, ale jedyne co robiły to hałas, a siedząc przy oknie po kilku godzinach twarz miałam tak usmarowaną jakbym z kopalni wyszła. Siedzenia były twarde a przerwa miedzy nimi była tak mała, że przy moim wzroście musiałam walczyć o miejsce na nogi ze staruszką siedzącą na przeciwko.
IMG_20140321_094445

W pewnym momencie dosiadła się wycieczka japońskich nastolatków wyposażonych w różne gadżety i dziwaczne przekąski. Jeden z nich zdobył się na odwagę i poprosił mnie o wspólne zdjęcie choć ukradkiem zdążył już pstryknąć mi kilka fotek, muppet. Wymieniliśmy się adresami email, bo chciałam mieć to zdjęcie i wkrótce też zostaliśmy ”przyjaciółmi” na facebook. Z facebook dowiedziałam się też, że jego życiową pasją jest spanie….

Gdy w końcu dobiliśmy do Hua Hin była pora lunchu co dla mnie znaczy talerz ryżu i smażone jajko, ale tym razem postanowiłam wprowadzić trochę egzotyki do mojego monotonnego jadłospisu i dorzuciłam do tego smażone warzywa. Gdy właścicielka bezdusznie rzuciła mi talerz na stół spytałam ją przy okazji o jakiś niedrogi nocleg w okolicy. Ku mojej radości okazało się, że ma ona pokój z łazienką za grosze, ”pięć” minut piechotą od plaży. Zleciła swej pracownicy by ta zabrała mnie motorem na oględziny, a mnie popędzała bym szybciej jadła. Wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Gdy przejechałyśmy dobre kilka kilometrów zaczęłam się zastanawiać gdzie tak naprawdę jest ta plaża, bo jeśli tam gdzie mi powiedziano, to byłam dobre pół godziny żołnierskiego marszu od wybrzeża. Musiałam podjąć szybka decyzję zanim dziewczyna zwiała na motorze: NIE. Zanim jednak wyruszyłam na dalsze poszukiwania wpadłam do baru by podzielić się z babka moim ”odkryciem”, na co ona bezczelnie zaśmiała mi się w twarz. Co za kobieta – nie tylko kłamczucha to jeszcze kiepska kucharka.

Na szczęście zagadałam po drodze do właściwego człowieka, który nie tylko polecił mi fajny hotelik to jeszcze pozwolił skorzystać z telefonu i powiedział jak dojść. Hotel nazywał się Damrong, z przemiłą obsługą, 10 minut do plaży i nawet nie pól minuty do fantastycznego marketu gdzie bez problemu dostałam kleik ryżowy z surowym jajem i utartym imbirem. Co prawda ręczniki powinny trafić już dawno na śmietnik lub na szmaty do podłogi, ale za to łazienka była zielona jak landrynki miętowe a woda leciała całkiem niezłym strumieniem.

Po dwóch dniach postanowiłam wrócić do Bangkoku ale tym razem minivanem. W momencie gdy wsiadałam do auta spadły pierwsze krople deszczu. Przez pierwsze 20 minut byłam jedyną pasażerką, ale moje szczęście zburzyło tajskie małżeństwo, a właściwie tylko ”żonka”, która zamiast obok męża usadziła się obok kierowcy i trajkotała jak stara przekupa przez bite dwie godziny, a jej głos był tak świdrujący, że nawet z zatkanymi uszami słyszałam te jej klepanie trzy po trzy i mało nie ogłuchłam podkręcając muzykę w telefonie na maksimum. Podczas jej trajkotania facet zdążył wtrącić jakieś dwa zdania, ale szybko go zgasiła.

Reklamy

Obrazek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: