Bangkok – Kuala Lumpur – Dubaj

Obrazek

Gdy wczoraj po 7 rano zeszłam do recepcji Evan był już na nogach. Przez moment pomyślałam, że wstał wyjątkowo wcześniej by się ze mną pożegnać i zrobiło mi się miło. Ale on szybko rozwiał moje domysły mówiąc, że wstał bo ma dużo roboty, co musiało być prawdą, bo nie tylko nie uściskał mnie na pożegnanie ale prawie z ulgą wypchnął za drzwi. Zdążyłam jeszcze mu oznajmić, że na pewno tu wrócę. Przyjął to ze zmęczeniem na twarzy. Po drodze zaszłam ostatni raz do 7/11 po dwa jajka na twardo (do których w opakowaniu załączone jest maggi), jogurt i wodę, a przy okazji kupiłam pierwsze lepsze CD z przebojami tajskimi co by mi dodały otuchy na Islandii. Gdy prosiłam kasjera o pomoc w wyborze CD odwołałam się do muzyki festiwalowej, takiej jaką grają na proteście w parku nieopodal. Ale facet udał, że nie wie o czym mówię i zrobił minę jakbym opluła tajską flagę.

Czekając na lot byłam otoczona Arabami i już czułam się niekomfortowo. Miałam trochę szczęścia przy odprawie, bo gdy powiedziałam chłopakowi po co jadę do Dubaju ten wyznał, iż uwielbia musicale. Więc ignorując kolejkę turystów stojących za mną zagłębiliśmy się w inteligentną dyskusję na temat rozrywek kulturalnych, a przy okazji udało mi się przepchnąć torby które ważyły więcej niż powinny oraz zarezerwować siedzenie przy oknie, bez żadnego towarzystwa obok czy dzieci w zasięgu wzroku.

W międzyczasie odkryłam też, że do Kuala Lumpur oraz Dubaju lecę liniami Malaysia Airline i zaczęłam się zastanawiać jakie są szanse, że przeżyję. Jakby tego było mało przy sprawdzaniu bagażu podręcznego zabrali mi nóż, choć do tej pory – nawet w Chinach- przymykali na to oko. W sumie nie o nóż się tu rozchodzi tylko korkociąg załączony do niego. Już odruchowo zaczęłam się targować, zapominając, że nie jestem na bazarze, ale tym razem nic nie wskórałam. Jak zwykle ‘’los’’ postawił na mej drodze dżentelmenów, w tym jeden w rażąco różowych podkolanówkach, którzy dźwigali me torby wysapując ‘’Jak dajesz rade podróżować z takimi ciężarami?!’’ Udaje dzielną i nic nie wspominam, że tak naprawdę to od dawna nic nie dźwigałam, bo zawsze jakiś mężczyzna robi to za mnie.

Gdy zbliżamy się do Kuala Lumpur wygrzebuję aparat z torby pod nogami z zamiarem sfotografowania tego nowoczesnego miasta z lotu ptaka. ale na próżno wyglądam drapaczy chmur! Aż do samego lotniska jedyne co widzę przez okno to lasy palmowe i pola. Mam wierzyć, że to jest właśnie Kuala Lumpur!!?? Całą moja wiedza i wyobrażenie na temat stolicy Malezji okazało się więc dżunglą. I to nie z betonu.

Obrazek

Przy okazji zauważam, że urywa mi się rączka w torbie bagażu podręcznego, a że pasek urwał się jakiś czas temu w Hatyai, nie mam kompletnie pojęcia co zrobię jak rączka totalnie puści. Trzeba będzie znaleźć jakiś plecak w Dubaju, bo czeka mnie jeszcze kilka podróży zanim stanę na polskiej ziemi. W samolocie przez godzinę kombinowałam przy pasku, aż w końcu wpadłam na pomysł, który zwaliłby z nóg nawet  MacGyvera: załatwiłam sprawę z użyciem spinki do włosów!

Obrazek

Byłam chyba jedyną kobieta w samolocie, która odważyła się na krótkie szorty lecąc do świata muzułmańskiego. W połowie lotu jeden ze stewardów zaczął mnie otwarcie podrywać choć był tak młody, że mogłabym być jego ciocią. Podryw zaczął od przemycenia mi dwóch paczek solonych orzeszków ‘’peanuts’’ (Cholera! Nie pamiętam polskiej nazwy! ), zachodził do mnie na długie konwersacje kilka razy zapominając o pasażerach w swoim ‘’sektorze’’, a na koniec– dowiedziawszy się, że podróżuję samotnie- spytał otwarcie ‘’To co, Miss Zuzanna, co robisz dziś wieczorem?’’  Jednak szybko sprowadziłam go na ziemie oznajmiając, że odwiedzam znajomego płci męskiej i od tej pory miałam spokój. Tym razem obiad w samolocie był zdecydowanie poniżej moich standardów, a już przestępstwem było serwowanie ryżu zmieszanego z jakimś sosem kiedy ja lubię mój ryż nietknięty. Przełknęłam tą zniewagę popijając czerwonym Merlot i był to pierwszy raz kiedy poprosiłam o alkohol w samolocie. Za to sałatka z cieciorką i ciasto były całkiem niezłe i uratowały mnie przed śmiercią głodową. Najlepszym posiłkiem okazał się jednak croissant z pasta jajeczno-majonezową podany około 18:00.

Obrazek Obrazek

Na walizę w Dubaju czekałam tak długo, że jak w końcu pojawiła się na taśmie po drugiej stronie to miałam ochotę przeskoczyć tam i ją uściskać. Potem wielki czekaliśmy w kolejce do kontroli paszportów bo Ali Babom się nie spieszyło. Za to bez problemu dotarłam do mieszkania Asheet’a i po krótkim odpoczynku, ignorując moje zamęczenie i to, że facet następnego dnia musiał wcześnie wstać do pracy, postanowiliśmy pójść do jego ulubionego hinduskiego baru, który w tych dniach został przeistoczony w coś w rodzaju hinduskiej wioski.

Razem z nami poszła też Niemka Laura, która także zatrzymała się u Asheeta na dwie noce. Były tańce rodem z Bollywood w wykonaniu profesjonalnych tancerzy, Bollywoodzkie klipy na wielkich ekranach, darmowa henna, shisha, hinduskie jedzenie, które jest sensacyjne oraz oczywiście orzeźwiające koktajle z różnymi przyprawami, owocami i liśćmi świeżej mięty. Był to idealny pierwszy wieczór w tym niesamowitym mieście. Niestety moja ‘’dziara’’, mimo trzymania farby przez 4 godziny wyszła blado i już nie wyglądam jak ‘’dziewczyna z tatuażem’’….

Obrazek Obrazek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

3 Komentarze (+add yours?)

  1. Grażyna Hajduga-Majchrewicz
    Kwi 18, 2014 @ 20:45:39

    Super Zuzka,czekam z niecierpliwościa na dalszy ciąg,Panimajesz !!? Z niecierpliwością !!!

    Odpowiedz

  2. zuzabar
    Kwi 18, 2014 @ 20:55:47

    Paniemaju! tak jest! Ale są sprawy, które muszę przemilczeć…;)

    Odpowiedz

  3. Grażyna Hajduga-Majchrewicz
    Kwi 19, 2014 @ 21:05:07

    no commet

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: