Dubaj

Obrazek

Moja druga noc w Dubaju skończyła się fatalnie… Miałam o tym nie wspominać ale na samą myśl o przemilczeniu pewnych faktów czułam się jak wtedy gdy na spowiedzi przemilczałam niektóre grzeszki. Jakoś mi umknęło, że mam słabą głowę, wrażliwy żołądek i niewiele zjadłam tego dnia czekając na powrót Asheet’a z pracy by zamówić razem jakieś hinduskie jedzenie na telefon. Nie dość, że wrócił późno to od razu poszedł na około 2-godzinną drzemkę, typowy facet. Mój żołądek w tym czasie zdążył skurczyć się do wielkości pestki arbuza, ale apetyt miałam wilczy.  Więc gdy w końcu jakiś dzieciak dowiózł nam jedzenie, połykałam bezmyślnie wielkie kęsy popijają różowym winem. Mimo, iż wypiliśmy do obiadu całą butelkę wina na pół i normalnie powinnam być lekko na rauszu, tym razem nic nie poczułam, a mieliśmy w planach wyjście do klubu żeby potańczyć. Więc mój gospodarz wpadł na genialny pomysł by strzelić kilka kieliszków tequili zapijając do tego whisky. Przyjęłam to z przerażeniem, ale nie miałam odwagi się postawić.  Narzucił takie tempo, że nawet facet by protestował, ale ja nie chcąc splamić honoru ojczyzny piłam dzielnie jak stary Soplica.

I mimo, że od wyjścia z domu nie wypiłam już ani kropli alkoholu, za to litry wody, karuzela w głowie kręciła się coraz szybciej, pamięć gdzieś umknęła, a wszystko co przełknęłam w pośpiechu zaczęło mi niebezpiecznie podchodzić do gardła. Mam kontynuować? W każdym razie, na moje nieszczęście kolejka w toalecie damskiej była zbyt długa, więc czując, że kryzys się zbliża wpadłam do męskiej toalety, z której po kilku minuty wyciągnął mnie Asheet ratując przed możliwym ukamienowaniem. Tej nocy udało mi się rozjuszyć cały świat muzułmański.

Następnego dnia próbowałam dojść do siebie i chyba jedyne co mi pomogło to świadomość, że wieczorem wychodziliśmy zobaczyć przedstawienie cyrkowo muzyczne ‘’The Imagineer’’, na które specjalnie do Dubaju przyleciałam inwestując resztę oszczędności i ryzykując tym samym powrót do Polski piechotą. Wystrojona i odmalowana jak lala razem z Asheetem zajechaliśmy na obrzeża Dubaju gdzie w obiekcie Mayden mieści się teatr. I gdy dojechaliśmy na miejsce, akurat w samą porę bez możliwości odwrotu, ja przebiegłam wzrokiem po informacji na bilecie i wtedy dopiero doczytałam, że trzeba się stawić z dokumentem tożsamości, takim jak paszport, prawo jazdy lub arabski dowód osobisty. A co ja miałam? Polski! Na szczęście ”przeszło”. Niestety przedstawienie okazało się rozczarowaniem roku i gdyby nie pokaz fontann na terenie Dubai Mall, który widzieliśmy tego wieczoru, to byłabym naburmuszona do samego wyjazdu. Ale widowisko było spektakularne i choćby dlatego warto było przylecieć do Dubaju.

Obrazek

Po dwóch dniach unikania światła dziennego wzięłam się w garść i wstałam wraz z nawoływaniem modlitewnym z pobliskiego meczetu. Za to w przeciwieństwie do braci Arabów, którzy zaczęli dzień od modlitwy , ja zaczęłam go od przerzucenia lodówki i szafek mojego gospodarza do góry nogami w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Okazało się, że 90% przestrzeni w lodówce hindusa jest zapchana różnego rodzaju alkoholem, w tym żołądkową gorzka. Butelki wysokoprocentowych trunków znalazłam też pod zlewem zaraz obok środków czystości. W końcu natrafiłam na ostatnie jajko i kromkę chleba tostowego i byłam wniebowzięta. Jakakolwiek pusta przestrzeń w żołądku dopełniłam lodami truskawkowymi zaraz po wyjściu z domu, uświadamiając sobie, że tak naprawdę nigdy nie jadłam lodów na śniadanie.

Obrazek

Choć zabrzmi to jak żart, tego dnia miałam coś w rodzaju planu zwiedzania Dubaju, koncentrując się na starej części gdzie mieści się Spice Market czyli bazar z przyprawami oraz pamiątkami. Widziałam ludzi wchodzących do muzeum, ale ja trzymałam się swoich niskich standardów ominęłam obiekt szerokim łukiem. Szkoda mi nawet było pamięci w telefonie żeby pstryknąć zdjęcie obiektu z zewnątrz. Za to potem zrobiłam około 5 fotek nowo zakupionym różowym  pantoflom, które zakupiłam w sklepie chińskim o ironio!

Obrazek

Nagabywania Arabów, którzy narzucali na mnie szale z kaszmiru, zmuszając tym samym do kupna, oraz tych, którzy prawie wpychali do swych sklepików po jakimś czasie zaczęło być męczące i miałam ochotę zawinąć się stamtąd czym prędzej. Ale potrzebowałam przypraw i innych drobiazgów, więc natręctwo sprzedawców rekompensowałam sobie podjadając ukradkiem orzeszki, suszone owoce i czekoladki w ich sklepach. A potem wytargowałam 30 dhs za chustę choć cwaniaczek, nazywając mnie ”frjend”, na początku zawołał sobie 130,nazywając to bezczelnie upustem!

Obrazek

Gdy ukończyłam misję i nie miałam zamiaru już niczego kupować, a torebka Prady czy Gucci była kompletnie poza dyskusją, dałam się namówić na wizytę w ‘’sklepie’’ z torebkami. I znowu trzeba być mną, żeby samotnie pójść za Arabem o rozbieganych oczkach w jakiś zaułek. Ale ja już miałam torebki w głowie! Zaczynam się rozglądać dookoła, ale żadnego sklepu ‘’niet’’. Ale przybywa dwóch Arabów którzy tak samo rozglądają się nerwowo na prawo i lewo, po czym otwierają drzwi w ścianie i każą mi szybko iść schodami na górę, co posłusznie robię. Coś mi mówi, że mnie nie zabiją ale w razie czego upewniam się z facetem, wchodząc do pokoju na piętrze, na co on zapewnia, że włos mi z głowy nie spadnie. Po czym, a dokładnie po około 5 minutach zaczyna przekraczać moją sferę osobistą, próbując jednocześnie wcisnąć torebkę Fendi. Pokazuję mu, gdzie jego miejsce i kontynuuję przeglądanie torebek. Facet mnie pogania ale przywracam go do pionu przypominając, że jestem kobietą i podejmowanie tak ważnej decyzji wymaga czasu. W końcu wskazuję torebkę Prady, która jest dość ciekawa i zaczynamy targować cenę. Z 280 dirhams udaje mi się ostatecznie wykłócić 100, po serii teatralnych wymarszów ze sklepu, kręcenia nosem i ostatecznie wyznania, że torebka mi się podoba, ale jej nie kocham. Facet nie rozumie, ale to już nie mój problem dlatego zdecydowanym krokiem wychodzę z budynku.

Po powrocie do domu zastaję w mieszkaniu kolejną podróżniczkę (znowu Laura), która nie spała od 48 godzin, ale mimo to wyciąga mnie na plaże. Wszystko tak się opóźniło, że na plaży byłyśmy przed 17:00 i posiedziałyśmy około 1,5 godziny. Nawet nie wchodziłam popływać bo ku mojemu rozczarowaniu woda nie była specjalnie ciepła. Wieczorem wszyscy w trójkę wyszliśmy do tego samego baru hinduskiego ‘’The Roof Top’’ , mieszczącego się na dachu hotelu Royal Ascott, a po jakimś czasie dołącza do nas kolega Asheeta o czarującym imieniu Osama…, pochodzący z Pakistanu. I znów to samo: Bollywood, shisha, przepyszne hinduskie jedzenie, henna oraz wyborne mango lassi serwowane w złotym pucharze. Tym razem zamawiam mały kieliszek białego wina, które smakuje jakby było nie tylko ‘’odparowane’’ to jeszcze rozcieńczone z kostką lodu, więc przez resztę wieczoru sączę wodę. Robię sobie też kolejną hennę, tym razem na ręcę, zastanawiając się jak ja wytrzymam bez mycia rąk przez kilka godzin.

Obrazek  Obrazek

Obrazek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

3 Komentarze (+add yours?)

  1. Grażyna Hajduga-Majchrewicz
    Kwi 22, 2014 @ 07:55:17

    nie wiem czym robiłaś to zdjęcie z arabem,ale jesteś na nim wyciagnieta jak makaron

    Odpowiedz

  2. zuzabar
    Kwi 22, 2014 @ 20:37:46

    bo żyłam przez kilka m-cy na noodlach! A tak serio, to nie wiem czemu zdjęcia , które załączam i które są ”normalne” potem wyglądają inaczej. Wybacz

    Odpowiedz

  3. Grażyna Hajduga-Majchrewicz
    Kwi 24, 2014 @ 09:13:07

    Zuzka sorry,ale ja kocham makaron…..

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: