Wielkanoc w Dubaju

Obrazek

Wielkanoc w tym roku była jednym z najlepszych dni mojego życia. Okazało się, ze jednak potrafię sama zorganizować sobie czas podczas samotnie spędzanych świąt i wcale nie potrzebuje króliczka wielkanocnego ani jajek w majonezie. Za radą znajomej wybrałam się z rana do nowoczesnego centrum handlowego the Dubai Mall i choć nie planowałam zakupów w tym ociekającym przepychem miejscu to jednak spakowałam do torebki funty brytyjskie zaoszczędzone w czasie studiów w Anglii. Po 15 minutach kręcenia się po obiekcie, wiedząc, że nie przyjechałam na zakupy zaczęłam rozglądać się za jakąś lodziarnią (w końcu lody to nie zakupy). I wtedy los postawił mnie u wejścia sklepu Victoria Secret, a pomysł z lodami odszedł w niepamięć. Szybko dopadła mnie jedna z asystentek i była tak miła, że z grzeczności postanowiłam kupić choć jedną rzecz. Zanim się obejrzałam minęły prawie dwie godziny a ja miałam koszyk wypełniony bielizną z najnowszej kolekcji.

A stało się tak ponieważ nagle mnie olśniło gdy zobaczyłam, że zwykłe zjadaczki chleba zapełniają swoje kosze tak jakby kupowały przecenione banany i pomyślałam, że nawet jeśli mam debet na koncie to i tak niewiele pogorszę swą sytuacje, a poza tym nie wiadomo kiedy taka okazja się powtórzy. Gdy w końcu doszłam do kasy, na której nabita suma była równowartością średniego miesięcznego wynagrodzenia w Polsce pomyślałam, że zwariowałam, ale byłam tak upojona zakupami, że z błogim uśmiechem podałam kartę Visa. Jednak po chwili dziewczyna zwraca mi kartę kręcąc głową, więc wprowadzam w życie plan B i prosząc ją o 10 minut cierpliwości udaję się do punktu wymiany walut dwa pietra wyżej i rozmieniam zabrane funty. Z miłością i wdzięcznością patrzę na wizerunek Elżbiety II podając banknoty kobiecie w okienku, po czym wracam do sklepu i uiszczam należną opłatę. A ponieważ do tej pory fundując sobie fajne rzeczy powtarzałam, że to z okazji zbliżających się urodzin, tym razem zmieniam śpiewkę, czując, że wyczerpałam limit i mówię sobie, że to z okazji Zajączka.

Cała w skowronkach opuszczam centrum handlowe i pędzę do mieszkania Asheeta by zostawić zakupy i przygotować się na popołudniowy wypad na pustynię, który zarezerwowałam dzień wcześniej. Po drodze wpadam do narożnego baru gdzie robią przepyszne soki owocowe, zamawiam mango z truskawką oraz sałatkę owocową z przeważającą ilością arbuza, a dostaję arbuza tyle co kot napłakał za to sporo jabłka o które nie prosiłam i na które nie miałam ochoty. Wpadam do mieszkania na ostatnią chwilę i mam dosłownie minutę by się przebrać, bo w międzyczasie organizator safari zadzwonił do Asheet’a zmieniając godzinę wyjazdu z 15.30 na 15.00. Nawet się nie złoszczę bo zdążyłam już przywyknąć do takich sytuacji i wciąż mam świetny humor po udanych zakupach.

Obrazek

Kierowcą jeep’a był Hindus, który zaczyna znajomość od flirtu, na co ja zdejmuję okulary przeciwsłoneczne i mrożę go spojrzeniem. Od tej chwili rozmawia ze mną jak z kumplem. Choć ja rzuciłam wszystko by być na czas i nie kazać nikomu na siebie czekać, razem z kierowcą spędzamy dłużące się 30 minut czekając na resztę ekipy. Kierowca jest tak zajęty bajerowaniem  mnie, że muszę mu przerwać i poprosić by pogonił telefonicznie spóźnialskich.

Obrazek

Wreszcie przed hotel wyszła piątka marudzących Hindusów płci męskiej, którzy są niezadowoleni z faktu, iż siedzę z przodu. Nikogo nie obchodzi, że ja jestem niezadowolona z faktu, że zmarnowaliśmy już przez nich około 40 minut tego pięknego dnia. Odbierając to jako akt szowinizmu jestem gotowa na nieprzyjemna dla nich konfrontację ale kierowcy udaje się załagodzić sytuację. Nie chce mi się w ogóle z nimi rozmawiać ale mimo to pokazuje coś w rodzaju dobrego wychowania i mówię ‘’hello’’. I nagle staje się cud bo moi towarzysze okazują mi swą uwagę i zaczynamy powoli coraz serdeczniejszą rozmowę.

Choć na początku miałam ich za kompletnych dupków pod koniec dnia mam ochotę ich uściskać i jestem wdzięczna losowi, że to z nimi pojechałam na safari, bo ubaw mieliśmy po pachy. W połowie drogi zamieniłam się z jednym z nich na miejsca, wiedząc jak bardzo zależało mu by siedzieć obok kierowcy podczas szaleństw na pustynnych wydmach. I choć na nic nie liczyłam to już na pierwszym postoju facet sprezentował mi moja ulubiona wodę kokosową, a oprócz tego robimy sobie nawzajem zdjęcia i do końca dnia traktują mnie jak córkę Ojca Chrzestnego, której włos z głowy nie może spaść. Chyba nie muszę dodawać, że dostaję kolejne zaproszenie do Indii oraz wizytówkę firmy optycznej dla której pracują. Kupiłam też butelkę wody mineralnej, która na postoju była 3 x droższa niż w mieście i to już po zbiciu ceny do minimum, ale długo się nią nie nacieszyłam, bo zaraz potem przechodziłam obok młodego wielbłąda, który stosując cos w rodzaju szantażu emocjonalnego wyłudził ode mnie ten drogocenny nabytek.

Obrazek

 

IMG_20140421_203238

Około 18.30 zajechaliśmy do obozu na pustyni, gdzie po około godzinie na okrągłej scenie zaczynają zabawiać nas tancerze na okrągłej scenie pod gołym niebem. Oprócz nas do obozu zjechało mnóstwo innych uczestników safari przez co kolejka na przejażdżkę wielbłądem jest tak długa, że przez moment rozważam wycofanie się z niej. Jednak wracam po rozum do głowy i nigdzie się nie ruszam, mimo iż ominęła mnie przez to 1/3 występów artystycznych. Mam dużo szczęścia, że stojąca przede mną Wietnamka oferuje mi wspólną przejażdżkę na grzbiecie wielbłąda, podczas gdy jej chłopak robi nam zdjęcia. W ten sposób udało mi się upiec dwie pieczeni na jednym ogniu: szybciej dostałam się na wielbłądzi grzbiet i po wymianie danych kontaktowych miałam pamiątkowe zdjęcia.

safari 3
safari 2

Zanim nastał długo oczekiwany przeze mnie moment czyli otwarcie namiotu z darmowym jedzeniem arabskim w formie bufetu, robię sobie kolejny, już trzeci tatuaż (tym razem na prawej ręce), oraz zachodzę do damskiej toalety i jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, bo okazuje się, że nawet pustynna toaleta w okolicy Dubaju jest ekskluzywna.

IMG_20140421_221539

Jedzenie tak mi smakuje, że idę po dokładkę, po czym rozsiadam wygodnie na poduszkach pod sceną i daję oczarować niezwykłej atmosferze nocy na pustyni wpatrzona w tańce jakich w życiu nie widziałam. Jestem też oczarowana muzyką arabską, więc następnego dnia kupuję płytę, która – mimo, iż kupiona w ciemno- okazuję się strzałem w dziesiątkę.

Reklamy

1 komentarz (+add yours?)

  1. Grażyna Hajduga-Majchrewicz
    Maj 06, 2014 @ 10:05:38

    ……no już 6 maja a tutaj nic!!!! ?????

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: