Chwilowe pożegnanie z Weroną.

(Wklepując tytuł tego wpisu napisałam z początku ”..z Wenecją” tylko po to by zaraz zadać sobie pytanie ”Jaką cholera Wenecją???” A więc Weroną).

Podczas dwudniowego postoju w mieście Romea i Julii zrobiłyśmy sobie małą burzę mózgów (nie mylić z burzą małych mózgów!) i po sprawdzeniu pogody nad jeziorem Garda, która zapowiadała się fatalnie, postanowiłyśmy pojechać do Florencji zahaczając po drodze o Bolonię. Nie tylko ekspresowo znalazłyśmy gospodarza w Bolonii, który zaoferował nam nocleg, ale dojechałyśmy tam 1-szą klasą. Bo Giovanniemu w głowie się nie mieściło, że bedziemy podróżować drugą. Przy okazji zarezerwował nam też pociąg z Bolonii do Florencji i myślę, że gdybyśmy jeszcze wspomniały o Genowie to kolejny bilet miałybyśmy w kieszeni obcisłych szortów. Giovani stanął też na głowie by zorganizować nam ciekawy transport na dworzec, a tam odprowadził nas na peron by się upewnić, że nie zabłądzimy. Czyli zachował się jak prawdziwy tatuś.

Co do ciekawego transportu to myślę raczej o Gosi, która miała okazję po raz pierwszy przejechać się skuterem. Mnie natomiast odwiózł przyjaciel Giovanniego, całkiem przystojny 100% Rzymianin w średnim wieku, postawny i pewny siebie, co dało się zauważyć po zachowaniu na jezdni – jechał tak jakby był karetką na sygnale. Przy tym ”temperamentny” jak wulkan Wezuwiusz.

Pociąg miał standardowo opóźnienie więc dla zabicia czasu pstrykałyśmy sobie fotki w dziwacznych aranżacjach wzbudzając zainteresowanie oczekujących na ten sam pociąg Włochów. A potem gdy pociąg w końcu zajechał odbyla się kolejna sesja, tym razem przy wagonie pierwszej klasy. Tym razem wzięto nas za wariatki z Trzeciego Świata, a przynajmniej na to wskazywały spojrzenia pasażerów oraz konduktorów. Gwizdkiem przywołano nas do porządku więc wtaszczyłyśmy się czym prędzej do wagonu ledwo mieszcząc się w drzwiach przez wypchane plecaki. Na szczęście jeszcze nie biodra.

Ponieważ jechałyśmy pierwszą klasą nic godnego opisu się nie wydarzyło. Totalna nuda. Nasze współpasażerki (matka i córka) ledwo się do siebie odzywały zajęte czytaniem, aż zatęskniłam za podróżą w wagonie 2-ej klasy w pociągu wypełnionym Chińczykami. W niecałą godzinkę dojechałyśmy do Bolonii gdzie miał na nas czekać Raffaele, a wyszło na to, że to my na niego czekałyśmy, a ja wypatrzywszy faceta, który kogoś wyglądał podeszłam do niego i zaczęłam wmawiać, że (krótko mówiąc) jest Raffaelem i to na nas czeka. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że facet wziął mnie za niepoczytalną.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: